niedziela, 7 kwietnia 2013

Witaj Wiosno!


Na ten dzień czekało chyba większość osób, które znam. Pochmurna, depresyjna i destruktywna zimowa aura w końcu nas opuściła. Nie chce zapeszać ale żywię szczerą nadzieję, iż w końcu wiosna do nas zawita na dobre. Mam świadomość, że na temperatury rzędu +15*C i więcej będzie trzeba może jeszcze trochę poczekać ale słońce, które widnieje za naszymi oknami naprawdę napaja optymizmem.  Oczywiście grzechem było by nie skorzystać z tej pięknej, niedzielnej pogody. Tak więc jak Bóg przykazał wsiadłem na rower i wyruszyłem przed siebie z wielkimi aspiracjami. Za główny cel obrałem trasę, która została wyznaczona już jakiś miesiąc temu, jednakże musiała poczekać na lepsze czasy. Tak więc byłem niemal pewien, że dzisiaj zostanie ona zaliczona. Niestety (a może i stety, gdyż uważam że nic nie dzieje się bez przyczyny) nie zdołałem pokonać wyznaczonych 80km. Mimo pełnego słońca i niemal bezchmurnego nieba nie jest tak gorąco jak mogło by się wydawać. Raptem po 10km zacząłem odczuwać jeszcze chłodny wiaterek oraz zmarznięte uszy i palce u stóp. Tak więc w momencie gdy miałem już skręcać w nieznane tereny zdążyłem się opamiętać i skrócić trasę, zaliczając drogę, którą już dobrze znam. Drugim powodem dla którego nie zdecydowałem się na zrealizowanie całej trasy to fakt, iż lasy i bezdroża przez które miałem się wybrać, gdyż tak była zaplanowana trasa, są jeszcze całkowicie nieprzejezdne z powodu dużej ilości śniegu, która jeszcze zalega. Tak więc na dłuższe i bardziej dzikie wypady będzie trzeba jeszcze poczekać parę dni. Jednakże mam nadzieję, że w długi weekend majowy będzie można śmiało pomyśleć już o jakiejś fajnej, może nawet parudniowej trasie. Na ten moment idę się grzać gorącym rosołem, gdyż naprawdę zmarzłem. Najgorzej było przy Borowej Górze, gdzie większa ilość śniegu zalega jeszcze na drodze, a w wyżłobionych przez samochody korytach płyną małe rzeczki, które skutecznie mnie całego zmoczyły.

Niestety tym razem jeszcze relacja z trasy bez zdjęć, gdyż jechałem w pojedynkę. Mam nadzieję, że następnym razem uda mi się zwerbować jakąś przyjazną duszyczkę do wspólnego przemierzania świata.