poniedziałek, 18 marca 2013

Prognoza

Niestety, pogoda nie rozpieszcza i póki co się na to nie zapowiada. Powrót pełnego i trwałego słońca opóźnia się z tygodnia na tydzień i nie wiem jak Wy ale ja już zaczynam tracić cierpliwość. Szkoda, że pewnych kwestii się nie przeskoczy. Pozostało nam tylko robić pogodzie na przekór i mimo niesprzyjającej aury nie poddawać się i stawiać czoła ujemnym temperaturom oraz tnącym jak żyletka ostrym powiewom wiatru. Poniżej, jako gwóźdź do trumny dołączam schemat prognozy na najbliższe dni. Wrrr nie napaja optymizmem. Jednakże zachęcam do szukania pozytywnych stron w każdym przypadku, nawet tym który z początku wydaje się być beznadziejny.


Jeżeli jeszcze nie zacząłeś / aś spędzać aktywnie czasu, zimowa pora jest chyba najlepszą by zacząć to robić. Gdy nauczymy się aktywnie wykorzystywać czas, zwłaszcza w brzydką pogodę, wówczas treningi w słoneczne dni staną się jeszcze bardziej atrakcyjne. Z własnego doświadczenia mogę śmiało stwierdzić fakt, że najlepsze wyniki zdobywa się właśnie zimą. To jeden z tych pozytywnych aspektów biegania w chłodniejszym okresie roku. 
 Tak jak po burzy zawsze wychodzi słońce, tak po zimie przychodzi wiosna i w końcu długo wyczekiwane przez większość z nas – lato. Warto wziąć się odrobinę wcześniej w garść i zacząć pracę nad sylwetką, zwłaszcza gdy mamy w planach wakacyjny wyjazd nad morze. Bieganie uważam za jeden z najlepszych ogólnodostępnych i tanich sposobów na zrzucenie zimowych oponek. Jedynym kosztem jaki powinniśmy ponieść by komfortowo czuć się podczas biegania to dobre buty. Nie jestem znawcą sportowego obuwia, bo mam jeszcze za małe doświadczenie w tym temacie, jednakże googlując możemy doszukać się naprawdę sporego arsenału. Przy wyborze butów dla mnie priorytetem była niezbyt gruba podeszwa i prostota. Będąc u lekarza dowiedziałem się od niego, iż w zbyt „wybajerzonych” butach możemy sobie zrobić większą krzywdę niż w zwykłym, prostym obuwiu.

Na koniec tej krótkiej notki chciałem jeszcze raz wszystkich zachęcić do wyjścia i przebycia chociaż krótkiego odcinka delikatnym truchtem. Zróbmy pogodzie na złość a być może szybciej odpuści.

niedziela, 17 marca 2013

O alkoholu słów kilka


Wychodzę z założenia, iż wszystko jest dla ludzi. Nie stronię od dobrego jedzenia (niekoniecznie do końca zdrowego), nie stronię również od alkoholu. Swoją drogą nie znam zbyt wielu osób, które by całkowicie zrezygnowały z trunków alkoholowych. Wszak nie chodzi tu tylko o piwo i wódkę ale to właśnie tym dwóm produktom chciałbym poświęcić ten wpis.

Zawodowym sportowcem raczej nigdy nie zostanę. A w tym przypadku restrykcyjne zasady przestrzegania diet są pewnie trochę bardziej wyśrubowane. Osobiście nie wyobrażam sobie żebym kiedykolwiek musiał zrezygnować z niektórych kulinarnych przysmaków tudzież napitków.  Jednakże są produkty, których lepiej się wystrzegać całkowicie albo chociaż ograniczyć je do minimum. O zgubnym działaniu nikotyny nie będę się wypowiadał, bo to dość oczywiste, choć przyznaje -  sam kiedyś kopciłem jak smok (być może napiszę o tym parę zdań przy innej okazji). Schody zaczynają się w momencie pójścia na imprezę / do lokalu / podczas spotkania z przyjaciółmi itp. Być może dziewczyny mają troszkę łatwiej. Z tego co zauważyłem płeć piękna rzadziej sięga po trunki alkoholowe.  Faceci natomiast pewnie bardzo dobrze mnie zrozumieją. Tak więc jak już znajdziemy się między przysłowiowym młotem a kowadłem, to co wybrać? Najlepiej całkowicie zrezygnować i cieszyć się dobrym samopoczuciem na dzień następny, bez kaca fizycznego, moralnego, bez bólu głowy oraz bez poczucia wiotkości i zobojętnienia na wszystko co nas otacza. Dobrze jednak wiemy, że to nie takie łatwe, tym bardziej jak zapowiada się na naprawdę "grubą" imprezę. Przechodząc do sedna: z dwojga złego lepiej wybrać piwko. Owszem, kieliszek wódki raczej nigdy nikogo nie zabił ale tu można się szybko zapomnieć i zagalopować. Wódka to nic innego jak puste kalorie,  a w dodatku trunek ten nie dość  że wypłukuje witaminy i mikroelementy z organizmu to ścina białko i odwadnia. Reasumując - prócz zdrowej "najebki" nie niesie ze sobą żadnych korzyści. Tak więc lepiej sięgnąć po 2-3 piwa, lekko się podpić przy tym pobawić ale mieć spokój na dzień następny. Tym bardziej jeżeli planujemy trening.

Ja niestety wczoraj popełniłem błąd i sięgnąłem po większe zło. Efekty podczas dzisiejszego biegu były opłakane. Forma na którą pracowałem około miesiąca poszła w zapomnienie. Dystans który ostatnio nie sprawiał mi większych problemów dzisiaj okazał się istną katorgą. Na dobrą sprawę nie nazwałbym tego raczej biegiem a niedzielnym truchtem połączonym ze spacerem.  Mam nadzieję, że to przykre doświadczenie czegoś mnie nauczy i następnym razem ciut rozważniej podejdę do tematu imprezowania oraz planowania treningu na dzień następny. A jeżeli już nawet takowa okazja powtórzy się ponownie lub ktoś z Was będzie w podobnej sytuacji, to mam dwie rady:

1) Nie forsuj się! Organizm jest zmęczony, bebechy pewnie musiały się napracować aby przetrawić spożyty alkohol. Zapewne wróciłeś również późno do domu - zadbaj o dobry sen, zamiast się katować. Jeżeli już decydujesz się poruszać to śmiało. Zaplanuj optymalną trasę, by wypuścić z siebie pierwsze poty i wypocić wczoraj spożyte świństwo. Jednakże wszystko z głową i rozwagą.

2) NIGDY NIE SIKAJ POD WIATR! 

Poniżej trasa z dzisiejszego biegania. Gdybym miał ją zaplanować i przebyć jeszcze raz z chęcią skróciłbym ją o połowę. 

sobota, 16 marca 2013

Do biegu, gotowi.... START!

Pierwsze posty zazwyczaj pisane są pod kątem zapoznawczym. Autor się przedstawia, podaje swoją metryczkę i opisuje z grubsza swoje dotychczasowe życie nie zapominając przy tym o swoich pasjach i zamiłowaniach. W tym przypadku będzie zgoła odmiennie. Od tak zwanego "wstępniaka" chcę rozpocząć cykl wpisów traktujących o treningach, ciekawych trasach, przygodach, wyprawach, imprezach sportowych promując jednocześnie aktywny tryb życia, który niesie ze sobą same pozytywne następstwa.

Z góry chciałem zaznaczyć, iż nie jestem jakimś profesjonalnym sportowcem. Natomiast anatomia i fizjologia człowieka to tematy dla mnie dość obce. Trenuję gdyż po prostu lubię to robić. Od momentu przełamania lenia i pierwszych treningów, moje życie zaczęło się zmieniać na lepsze. I chociaż początki były dość trudne, to dzisiaj wiem że się opłacało. Na chwilę obecną nie mam najmniejszego problemu z wyjściem na trening. Sam sobie jestem trenerem i indywidualnie narzucam sobie cykle treningowe. Mam pełną świadomość tego, że jeżeli dzisiaj nie dam rady wyjść i pobiegać to zrobię to jutro, góra za dwa dni. Bieganie i ogólnie aktywność fizyczna stała się integralną częścią mojego życia i to jeden z najlepszych wyborów w moim dotychczasowym życiu. 

Strona ta ma stanowić dla Was (odwiedzających) pewnego rodzaju próbę nakłonienia i zmotywowania do aktywnego spędzania czasu wolnego. Niejeden pewnie powie, że nie ma czasu albo że jego dzień jest tak wypełniony obowiązkami, iż nie ma energii na dodatkowy wysiłek. Bzdura! Jak wcześniej już pisałem - początek może wydawać się trudny. Zwłaszcza jeżeli wcześniej nie mieliśmy zbyt wiele do czynienia z aktywnym trybem życia. Jednakże zapewniam Was, że po paru pierwszych treningach będziecie w stanie dostrzec pozytywne zmiany, które zaczną zachodzić w Waszym życiu.
Tyle słowem wstępu. Zapraszam do subskrypcji strony jak i do bacznego śledzenia "fejsbukowego" odpowiednika. (odnośnik znajdziecie po prawo od tego wpisu). Pozdrawiam i życzę AKTYWNEJ niedzieli.