niedziela, 17 marca 2013

O alkoholu słów kilka


Wychodzę z założenia, iż wszystko jest dla ludzi. Nie stronię od dobrego jedzenia (niekoniecznie do końca zdrowego), nie stronię również od alkoholu. Swoją drogą nie znam zbyt wielu osób, które by całkowicie zrezygnowały z trunków alkoholowych. Wszak nie chodzi tu tylko o piwo i wódkę ale to właśnie tym dwóm produktom chciałbym poświęcić ten wpis.

Zawodowym sportowcem raczej nigdy nie zostanę. A w tym przypadku restrykcyjne zasady przestrzegania diet są pewnie trochę bardziej wyśrubowane. Osobiście nie wyobrażam sobie żebym kiedykolwiek musiał zrezygnować z niektórych kulinarnych przysmaków tudzież napitków.  Jednakże są produkty, których lepiej się wystrzegać całkowicie albo chociaż ograniczyć je do minimum. O zgubnym działaniu nikotyny nie będę się wypowiadał, bo to dość oczywiste, choć przyznaje -  sam kiedyś kopciłem jak smok (być może napiszę o tym parę zdań przy innej okazji). Schody zaczynają się w momencie pójścia na imprezę / do lokalu / podczas spotkania z przyjaciółmi itp. Być może dziewczyny mają troszkę łatwiej. Z tego co zauważyłem płeć piękna rzadziej sięga po trunki alkoholowe.  Faceci natomiast pewnie bardzo dobrze mnie zrozumieją. Tak więc jak już znajdziemy się między przysłowiowym młotem a kowadłem, to co wybrać? Najlepiej całkowicie zrezygnować i cieszyć się dobrym samopoczuciem na dzień następny, bez kaca fizycznego, moralnego, bez bólu głowy oraz bez poczucia wiotkości i zobojętnienia na wszystko co nas otacza. Dobrze jednak wiemy, że to nie takie łatwe, tym bardziej jak zapowiada się na naprawdę "grubą" imprezę. Przechodząc do sedna: z dwojga złego lepiej wybrać piwko. Owszem, kieliszek wódki raczej nigdy nikogo nie zabił ale tu można się szybko zapomnieć i zagalopować. Wódka to nic innego jak puste kalorie,  a w dodatku trunek ten nie dość  że wypłukuje witaminy i mikroelementy z organizmu to ścina białko i odwadnia. Reasumując - prócz zdrowej "najebki" nie niesie ze sobą żadnych korzyści. Tak więc lepiej sięgnąć po 2-3 piwa, lekko się podpić przy tym pobawić ale mieć spokój na dzień następny. Tym bardziej jeżeli planujemy trening.

Ja niestety wczoraj popełniłem błąd i sięgnąłem po większe zło. Efekty podczas dzisiejszego biegu były opłakane. Forma na którą pracowałem około miesiąca poszła w zapomnienie. Dystans który ostatnio nie sprawiał mi większych problemów dzisiaj okazał się istną katorgą. Na dobrą sprawę nie nazwałbym tego raczej biegiem a niedzielnym truchtem połączonym ze spacerem.  Mam nadzieję, że to przykre doświadczenie czegoś mnie nauczy i następnym razem ciut rozważniej podejdę do tematu imprezowania oraz planowania treningu na dzień następny. A jeżeli już nawet takowa okazja powtórzy się ponownie lub ktoś z Was będzie w podobnej sytuacji, to mam dwie rady:

1) Nie forsuj się! Organizm jest zmęczony, bebechy pewnie musiały się napracować aby przetrawić spożyty alkohol. Zapewne wróciłeś również późno do domu - zadbaj o dobry sen, zamiast się katować. Jeżeli już decydujesz się poruszać to śmiało. Zaplanuj optymalną trasę, by wypuścić z siebie pierwsze poty i wypocić wczoraj spożyte świństwo. Jednakże wszystko z głową i rozwagą.

2) NIGDY NIE SIKAJ POD WIATR! 

Poniżej trasa z dzisiejszego biegania. Gdybym miał ją zaplanować i przebyć jeszcze raz z chęcią skróciłbym ją o połowę. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz